Blog > Komentarze do wpisu

"Zarobiona"

Obwieszczam, że mimo wielu niedogodności i kłopotów po drodze przyjęcie urodzinowo-rocznicowe odbyło się. Dość szybko uporałam się ze wszystkim, mimo, iż sobotę od rana do wieczora spędziłam u kuzynki w związku z Bierzmowaniem, na którym byłam jej świadkiem. Dobrze, że dzień wcześniej upiekłam potrzebne biszkopty i pokroiłam wszystkie składniki na sałatki. W sobotę zostało mi tylko zrobienie tortu (skądinąd pysznego!) śmietankowo-truskawkowego, Milky Waya (to takie ciasto imitujące ten batonik, bardzo dobre) i ułożenie sałatek warstwami, bo obie robiłam warstwowe przy czym jedna była śledziowa, a druga z szynką, ananasem, selerem itd. Obie dobre cieszyły się więc wzięciem u gości. Korneś był zachwycony, a w momencie odśpiewywania przez gości "Sto lat" wstydził się jak nigdy. Spotkanie się udało, goście dopisali, było miło :)

W piątek tuż po wizycie u ginekologa pojechałam na zakupy, a dopiero potem chciałam wykupić receptę. Myślałam, że dostanę palpitacji serca gdy dowiedziałam się, że lek, który chcę kupić jest niedostępny i że już od kilku miesięcy jest z nim poważny problem. Było przed 21 objeździłam więc wszystkie całodobowe apteki i ku mojemu szczęściu znalazłam po jednej ampułce w dwóch aptekach. Na recepcie miałam od razu wypisane dwie więc i tak nie mogłabym wykupić drugiej ampułki. Wróciłam do domu z rykiem, po czym wysłałam do swojego lekarza smsa, bo było już po 22. Po 6 rano następnego dnia dostałam odpowiedź, żebym przyjechała do szpitala i mi wypiszę receptę bez problemu. Kamień spadł mi z serca, ale co się podenerwowałam to moje. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, zobaczymy jakie będą efekty. Jutro kolejne USG więc się czegoś dowiem, a póki co stresuję się tym jak zwykle. 

Wczoraj miałam bardzo udany dzień. Z samego rana pojechałam z mężem po okulary do Vison Express, a po 40 minutach już były moje. Są bardzo ładne, podobają mi się i w końcu jakaś ochrona dla oczu. Jako, że salon optyczny sąsiadował z Orsay-em i Camaieu to nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła tam zakupów. Kupiłam 2 sukienki i 3 pary spodni (długie rurki na kant z paskiem, krótkie eleganckie czarne szorty, do kolan z paskiem apaszkowym) do tego 1 bluzka. W planach koniecznie jeszcze zakup szpilek beżowych no i sukienka na zbliżające się wesele. Po zakupach ciuchowych pojechaliśmy prosto do dużego marketu zoologicznego i kupiliśmy akwarium i cały osprzęt do tego. Akwarium 250 l, idealnie pasuje do mojej komody i salonu, bardzo mi się podoba. Wczoraj je wymyłam, wypłukałam kilkadziesiąt razy 40 kg żwirku, wysypałam dno nawozem, na to kamyczki. Jutro chcę kupić roślinki i pokrywę, bo wczoraj nie było na stanie. No i za jakieś 3-4 tygodnie po sprawdzeniu parametrów wody będzie można zarybiać akwarium. Nie mogę się doczekać już.

Dzisiaj pojechałam z mężem do firmy, 45 km od nas, ja przy okazji umówiłam się z samego rana do fryzjera więc w końcu zrobiłam odrosty. Potem miałam w planach odwiedzić koleżankę, kupiłam kilka drobiazgów dla jej córek, w tym dla mojej chrześnicy, ale niestety do odwiedzin nie doszło. Koleżanka nie bardzo miała ochotę spotkać się właśnie dzisiaj, a jeżeli już to po 16, tyle że przed 16 to ja już byłam po syna w żłobku, a od niej mam do siebie 60 km... Słyszę ciągle, że nie przyjeżdżam, że nie odwiedzam, a jak już chcę przyjechać to zawsze jest jakiś problem albo nieodpowiednia pora. Już kilka razy się tak zdarzyło, ale dzisiaj było mi szczególnie przykro, bo niedawno rozmawiałyśmy i mówiła, że muszę koniecznie do nich zajrzeć. Tyle, że zawsze muszę się dostosowywać do ich czasu i możliwości, no cóż, trudno, przynajmniej próbowałam. Dodam, iż mamy z Inką bardzo dobre relacje, lubimy swoje towarzystwo, ale umówić się z nią graniczy z cudem, zawsze coś. Niefajnie tak. Jutro za to jestem już umówiona z Matyldzią, koleżanką nauczycielką z mojej byłej pracy. Zachowałam dla niej kawałek tortu, będą plotki, miło spędzimy czas. Bardzo lubię spotkania z nią. Ale zanim to z samego rana po odprowadzeniu syna jedziemy do firmy, ja jeszcze chcę zahaczyć o mamę i ciocię. Po powrocie gonitwa po Nela, lekarz i nie wiem czy uda mi się jutro kupić te rośliny. No chyba, że do sklepu pójdę z Matyldą, a to możliwe w sumie, bo mamy go pod nosem.

Epopeja mi wyszła zatem kończę :)

środa, 13 czerwca 2012, moiquisourit

Polecane wpisy