RSS
niedziela, 01 listopada 2015

Tuż po obiedzie do kuchni wchodzi Idalia.

- Cio robis muuusiu?

- Sprzątam, a Ty?

- Bawię się

- Uhm. A wiesz, że niedługo jedziemy na cmentarz zapalić świeczki?

- Oooo! I będzie sto lat?

 

20:35, moiquisourit
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2015

Kilka dni temu przeszłam na zdrową dietę. Wprowadziłam regularność posiłków i różnorodność składników w menu. Dodatkowo zapisałam się na zumbę, a teraz poszukuję dogodnych terminów na aerobik w wodzie. Najchętniej dodałabym jeszcze jakiś masaż raz w tygodniu, bo ostatnio mam problemy z kręgosłupem - praca przy biurku robi swoje.

Spodziewałam się, że nastąpi ten moment gdy w końcu po długotrwałej rozpuście przestanę mieścić się w swoją garderobę, także z żalem pożegnałam słodkie i tłuste, a teraz czekam na pierwsze efekty. Czekają mnie też badania lekarskie, wstyd się przyznać kiedy ostatnio kontrolowałam u siebie cokolwiek. W zasadzie tylko ze stomatologiem jestem na bieżąco, a cała reszta czeka na swoją kolej. Porządnie zajęłam się też swoimi włosami, chodzę na comiesięczne podcinanie i zdecydowałam się na zmianę koloru na ciemniejszy, zimny odcień blondu. Jak dla mnie bardzo na plus no i włosy są w o wiele lepszej kondycji.

Wszem i wobec opowiadam o swoich postanowieniach, wstyd byłoby się nagle ze wszystkiego wycofać, taka sprytna jestem ;)

środa, 14 października 2015

Początek roku szkolnego nie zaczął się dla nas zbyt dobrze. Po drodze było trochę nazwijmy to perturbacji co doprowadziło do tego, że przenieśliśmy Kornela do innej klasy. W rezultacie syn znalazł się w klasie najstarszych siedmiolatków w szkole i już wiemy, że była to dobra decyzja.

Wczoraj odbyły się pierwsze indywidualne konsultacje i okazało się, że nasz sześciolatek świetnie sobie radzi, udziela się wszędzie gdzie to tylko możliwe i niejednokrotnie przewyższa wiedzą siedmiolatków. W grupie jest dzieckiem najmłodszym i... według wychowawczyni jednym z najbardziej zauważalnych. Dzisiaj oficjalnie został wybrany na przedstawiciela klasy I g więc podczas pasowania na ucznia nasz Nelon wraz z sześcioma innymi osobami z klas pierwszych będzie dumnie reprezentował klasę i wygłaszał przemówienie w imieniu wszystkich grup. Sam zainteresowany przeszedł nad tym do porządku dziennego i przyjął to jako absolutną oczywistość, ale babci pochwalić się nie omieszkał ;)

Wiedziałam, że mam pod dachem osóbkę nieprzeciętną i ambitną, jednak dodatkowo dobrze usłyszeć takie opinie od osób trzecich i znaleźć potwierdzenie efektów swojej pracy wychowawczo-edukacyjnej. Jako matka i jako pedagog ogromnie się cieszę i duma mnie rozpiera :)

 

22:35, moiquisourit
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 października 2015

Nadszedł czas otulania się ciepłym kocem i popijania gorącej herbaty. Niestety moje L4 już się zakończyło. Wróciłam więc do pracy, ale dzisiaj głównie po to żeby napić się z ludźmi kawy :P Praca wybitnie mi dzisiaj nie szła, a w połowie dnia zadzwoniła Pani Mariola z informacją, że Idalka nie najlepiej się czuje, ma stan podgorączkowy i głównie leżakuje. Telefon petarda, zwłaszcza, że dopiero zakończyłam swoje zwolnienie.

Wróciłam z Groszkami do cieplutkiego domu, wleźliśmy we troje pod koc z kubkami kakao i przesiedzieliśmy tak ze dwie godziny. Córka odpaliła you tuba i oglądała nowe świnkowe gadżety- hitem okręt Dziadka Świnki.

- Mamo kupis? Niunia będzie bawić wodzie.

- Kup jej mamo! A mnie zabierz do kina na Transylwanię.

Uwielbiam te nasze rozmowy i to jak ta dwójka przepada za sobą. Czekoladka dla Idalii oznacza czekoladkę również dla Meme i odwrotnie. Nie ma zmiłuj, wszystko ma być podwójne i wszystkiego ma być po równo.

- Musiu lubiesz Lalę?

- KOCHAM!

- A Meme tes?

- Też!

- Na siecie?- wciąż dopytuje moja 2,5-latka

- Tak, najbardziej na świecie :)

- Tes KUCHAM.

 

Jutro tata zabiera Idalię do lekarza, a potem do domu. A po południu są pierwsze konsultacje dla rodziców w klasie Kornela. Z chęcią się tam wybiorę, nasz sześciolatek świetnie się odnalazł w szkole.

piątek, 09 października 2015

Nie ogarniam. Wydawało mi się, że nie było mnie tutaj raptem chwilę, a tu proszę mamy prawie rok! A my jesteśmy, żyjemy i stosunkowo mamy się dobrze.

Stosunkowo, bo akurat jestem świeżo po jelitówce i w trakcie L4. I błogosławię ten stan gdy mogę nieśpiesznie zjeść śniadanie, poczytać albo przespać pół dnia. Na co dzień żyjemy wszyscy na wysokich obrotach, mamy mnóstwo zajęć, a mnie osobiście jak zawsze brakuje na wszystko doby.

Dzieci rosną i na przemian mnie rozczulają lub doprowadzają do szewskiej pasji. Na pokładzie mamy łagodny bunt dwulatka i opieszałość sześciolatka. Dokonały się też zmiany: córka zamieniła żłobeczek na przedszkole, a syn przedszkole na szkołę. I pozwolę sobie wtrącić, że zaczynam rozumieć powiedzenie: małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci... Odkąd zaczął się rok szkolny poznaliśmy co to są obowiązki. Piszemy, czytamy, nadzorujemy, gromadzimy coraz to nowe materiały, wozimy na zajęcia / na treningi, pakujemy / rozpakowujemy, chwalimy / ganimy, a  wieczorem dosłownie padamy wszyscy z nóg.

Ale to nie dzisiaj, dzisiaj rozkoszuję się beztroskim chorowaniem ;)

wtorek, 25 listopada 2014

Mój żołądek ostatnio zastrajkował i uświadomił, że to już nie te czasy gdy się mogło jeść co popadnie i dodatkowo o każdej porze. Prawie 30-tka na karku i zaczynają się przejażdżki...

A męczyło mnie od kilku dni nie wiadomo od czego. Pomijam już wirusa i ogólne osłabienie, żołądek nie działał jak trzeba. Męczyła mnie zgaga, jakieś gulgotanie, no dramat! Zasięgnęłam opinii, zaopatrzyłam się w to i owo i powoli wraca wszystko do normy choć to już nie te czasy gdy kebaba zapijało się mlekiem. Muszę zmienić dietę i swoje nawyki, ale na razie tylko mówię. Małymi kroczkami może uda mi się nieco pozmieniać swój jadłospis.

Tak na co dzień to siedzimy sobie z Idalką w domu. Bawimy się, czasem gotujemy, ale najczęściej Lalunka bawi się sama. Coś układa, przekłada i co trzeba przyznać nigdy nie robi bałaganu, a wręcz nakłania innych by sprzątnęli po sobie. Chodzi i pokazuje palcem po domu: beeee. I nie ma wyjścia chłopy muszą sprzątać. A to kapcie leżą nie tam gdzie trzeba, a to spodnie Tomko rzuci. Nie ma to tamto, porządek musi być. Rośnie mi godna następczyni. Ogromnie jest ze mną związana i bardzo o mnie zazdrosna. Nie ma problemu by wrócić z placu zabaw czy skądkolwiek do domu, jeśli widzi, że zaczynam się zbierać ona automatycznie robi "papa", daje rączkę i wychodzimy. Kornel z kolei to dziecko, któremu ciągle mało i który chce dłużej, częściej. "Mamo nie idźmy jeszcze, zostańmy" najczęstszy tekst Nelona gdy jesteśmy poza domem. Z drugiej strony gdy już w tym domu jesteśmy to wtedy syn jest głównym oponentem by gdziekolwiek wychodzić. Do tradycji przeszły nasze wspólne soboty gdy Nelo potrafi większość dnia przechodzić w piżamie, poleżeć ze mną w łóżku, pooglądać razem bajkę. W niedzielę przy wieczornym czytaniu bajek pyta za ile będzie kolejny weekend, bo on chce znowu sobotę. I tak liczymy codziennie, bo ja też lubię weekendy, a sobota to nasz ulubiony rodzinny dzień.

Ten tydzień jakoś wyjątkowo szybko nam leci. Teraz czekamy na piątek, bo wtedy u Nelona w przedszkolu jest przedstawienie o "Czterech żywiołach", Kornel nie może się doczekać, bo ma dużą rolę i koniecznie chce by go wszyscy zobaczyli. Ja z kolei mam kilka miłych spotkań zaplanowanych w tym tygodniu więc umyka szybko dzień za dniem.

Przy końcu notki i dnia wspomnę, iż wspaniałomyślnie ustawiłam własną listę kanałów. Dojrzenie do tego zabrało mi długie 7 lat, ale lepiej późno niż wcale.

 

22:40, moiquisourit
Link Komentarze (3) »

Lala urządziła nam tej nocy rozróbę pognałam więc z rana do naszego pediatry i dowiedziałam się, że obie mamy wirusówkę. Nie zatoki, nie grypa, wirusówkę! To nic, że przez ostatni tydzień pieczołowicie łykałam lekarstwa w celu oczyszczenia zatok. Uzbrojone w nowe lekarstwa wróciłyśmy do domu i kurujemy się.

U mnie nadal trwa akcja wyprzedażowa. W salonie stoi mi wielce paradne pudło, z którego co jakiś czas sprzedaje mi się po kilka sztuk. Wolałabym żeby nie stało, ale skoro przynosi dochód to przeżyję. Tyle różnych rzeczy już się sprzedało i przestało zajmować mi miejsce w domu, że ja nie wiem gdzie do tej pory upychałam to wszystko.

Tak z innej beczki to syn mój zapragnął uczyć się grać na gitarze, a tym samym czeka nas kupno wyżej wymienionej. Znalazłam odpowiedni model, wybraliśmy razem kolor. Teraz pozostaje zamówić i odebrać w sklepie. Liczę się z możliwym słomianym zapałem, liczę się również z brzdękoleniem non stop, ale kiedyś obiecałam sobie, że nigdy przenigdy nie zabronię moim dzieciom rozwijania swoich "pasji". Nawet jeśli to tylko chwilowy kaprys i gdyby nawet gitara miała wylądować po tygodniu w kącie to przynajmniej moje dziecko nie powie mi kiedyś, że chciało, a ja nie pozwoliłam.

Kornel to super facet. Rozbraja mnie to jak potrafi do końca walczyć o swoje i jak nie wstydzi się swoich uczuć gdy coś mu nie wyjdzie. Uwielbiam jak wraca z przedszkola albo z treningu i opowiada zawzięcie co się działo. Działa jak typowy chłop- naraz potrafi robić dobrze tylko jedną rzecz, złości się gdy ktoś przekłada jego zabawki albo książki i nie potrafi znaleźć swojego ukochanego albumu piłkarskiego. Potrafi być bardzo opiekuńczy dla swojej młodszej siostry, która uwielbia mu dokuczać i na każdym kroku pokazuje kto rządzi w tym domu ;) Zaczęły się pierwsze przygody kulinarne: robi kanapki, pomaga przy pieczeniu ciasteczek i robieniu innych deserów. Ostatnio sam z własnej, nieprzymuszonej woli zaproponował, że obierze ziemniaki na domowe frytki. Nie daliśmy się długo prosić, on obierał ja kroiłam. Dawno nie jedliśmy domowych frytek, były pyszne, a Nelon był z siebie dumny, że wpadł na taki pomysł. Za niecały rok idzie do szkoły aaaa! Mój mały chłopczyk, Groszeczek mój.

Idalia to zupełnie inna bajka. Łobuz z wiecznymi chochlikami w oczach. Wiecznie w biegu i wiecznie pytająca: toto? Mała zazdrośnica, która chce mieć mamę na wyłączność. Strojnisia, która biegnie do lustra za każdym razem gdy założę jej coś innego albo gdy zrobimy inną fryzurę. Złośnica do potęgi entej! Niech no ktokolwiek spróbuje wejść jej w drogę, użyje wszelkich sposobów by postawić na swoim. Lala...

A Lilucha doczekała się nowej fryzury, która wyszła spod ręki wielce utalentowanej właścicielki. Tępymi nożyczkami, bez maszynki zrobiłam z suni miss! Psią miss naszego domostwa, ale jednak.

Mąż dostał ode mnie ładny, gruby sweter żeby pamiętał, że dbam by mu nie było zimno. A tak na poważnie sweter był prezentem rocznicowym, dokładniej z okazji 10-tej rocznicy naszego prowadzania się razem. Zleciało :)

 

 

piątek, 21 listopada 2014

Już miałam dobre chęci by pisać na bieżąco tymczasem dopadł nas okropny wirus. Kornel przywlókł toto z przedszkola. Najpierw bolał go brzuch, wieczorem wymiotował, a rano obudził się rześki jak skowronek. Po kilku dniach od tamtego zdarzenia po wieczornej porcji mleka wymiotować zaczęła Idalia. Wykąpana, pachnąca i najedzona zwróciła wszystko z potrójną nawiązką i tej nocy tak jeszcze dwa razy więc kąpana była tamtego dnia trzy razy plus dwa razy zmiana pościeli. Następnego dnia cisza, dzieci zdrowe, ale wieczorem Idka powtórzyła scenariusz z poprzedniego dnia. I znowu kolejne kąpiele i zmiany pościeli... Trzeciego dnia zabrałam córkę do pediatry żeby upewnić się, że to wirus a nie jakieś inne rewelacje. Oczywiście diagnoza się potwierdziła więc należało przeczekać. I już wszystko doszło do normy po czym wczoraj Nelon wrócił z przedszkola blady i zmęczony co nie zdarza mu się nigdy. I rzecz jasna zaczęły się wymioty, ból brzucha i tak biegał do łazienki niemalże co godzinę do rana. Dzisiaj był dzień ogólnej rekonwalescencji więc we trójkę sobie siedzieliśmy w domu.

Nas, mnie i Toma wirus również nie oszczędził tyle, że nas jedynie mdliło i głowy nam pękały. Dodatkowo ja od kilku dni mam zawalone zatoki i problemy z żołądkiem więc kolorowo nie jest. Grunt, że dzieciaki jako tako się wykaraskały.

 

01:29, moiquisourit
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 października 2014

Jak w tytule, sprzedałam wózek. Mój śliczny violet już nie jest mój, tym razem będzie woził listopadowego chłopczyka mieszkającego kilka ulic dalej.

Wystawiłam z rozpędu i po dwóch dniach wózek już był zaklepany. W poniedziałek ludzie przyszli go odebrać, zapłacili, ja zatrzasnęłam za nimi drzwi, a potem się poryczałam. Następnie zadzwoniłam się pożalić przyjaciółce jakie bezeceństwo mnie spotkało.

Nie, ja nie jestem normalna. Ja po prostu miałam nadzieję, że się nie sprzeda...

Moja zbytnia sentymentalność kiedyś mnie zgubi :/

 

23:28, moiquisourit
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 października 2014

Idalia skończyła dzisiaj 20 miesięcy. A wczoraj zrobiła mi taki myk, że zakładam jej kupioną 1,5 miesiąca temu kurtkę, a tu rękawy przykrótkie i talia prawie tam gdzie zwyczajowo znajduje się biust. Wyciągnęło kobitę na długość, już nie jest takim malutkim podlotkiem. Dzisiaj więc trzeba było iść kupić kolejną kurtkę by dziewczę miało co na siebie założyć.

Ulubione zajęcie mojej córki na dzień dzisiejszy to przebieranie, przymierzanie wszystkich możliwych butów i sprint do lustra by zobaczyć jak wygląda. Włączyły się również instynkty macierzyńskie: Kitty, świnka Peppa i cały stos lalek, pajacyków i innych pluszaków jest karmiona, kołysana do snu i całowana. Wszędzie też nosi ze sobą torebkę, w torebce bransoletka i zabawkowy błyszczyk- córka maluje usta zawsze wtedy gdy robię to ja. Gdy siedzi, zakłada nogę na nogę, czaruje. Rano pierwsze o co prosi to zrobienie kucyka albo wpięcie spinek. Moja fraza "wszystkie dziewczynki mają uczesane włoski" przyniosła efekty. Nie ma mowy by chodziła rozczochrana. Uwielbia tańczyć, bardzo lubi być podziwiana. Ma w sobie niesamowite pokłady czułości, ciągle nas całuje, przytula się, nadstawia plecki i nóżki do masażu. Bardzo lubi się kąpać, ale już mycie głowy to dla niej za dużo. Nie lubi, nie chce, mocno protestuje, ale w końcu się udaje. Bardzo kocha swojego brata, naśladuje go, zaczepia i dzieli się z nim swoimi smakołykami. A oni dwoje to jak dwa różne bieguny. Mimo, że fizycznie podobni to osobowości i zachowania mają różne. Oboje kocham nad życie.

Tagi: córka syn
23:45, moiquisourit
Link Komentarze (1) »

Tyle się wydarzyło, a ja już połowy rzeczy nie pamiętam. A tak chciałam sobie tutaj wszystko spisywać ku pamięci ech... Czasu nie cofnę, ale mogę zawsze zacząć na nowo.

Co było?

Wesele u mojej Anulki na początku września, na którym bawiliśmy się do białego rana i dwa dni dochodziłam do siebie ja i moje stopy.

Tydzień z moją przyjaciółką, jej mężem,  córeczką i synkiem jeszcze pod serduszkiem podczas kiedy u nich w mieszkaniu był remont i potrzebowali ciepłego kąta. Było nam razem przemiło i gwarnie choć ciasno.

Rozrywkowo-towarzyskie wyjazdy do Krakowa. Odwiedziliśmy znowu zoo, a innym razem ogród doświadczeń. Najmilej wspominam (ja i moja koleżanka) lustro wyszczuplające, a w zoo goryla który przesyłał całusy zostawiające na szybkie mokre ślady.

Urodziny Alberta, tort z Angry Birds(ami) i zachwyt wszystkich dzieci grą, gdzie krokodyle pożerały plastikowe kulki.

City Fit było i jest. Ćwiczymy z koleżanką w godzinach wieczornych podczas gdy nasza dziatwa zawraca w tym czasie głowę ojcom.

Oświecenie. Oświeciło mnie i przestałam zamawiać kolejne książki w ilościach hurtowych, bo na półkach jest co najmniej 30 sztuk nieprzeczytanych, kupionych dawno temu.

Panie przedszkolanki zadbały by Kornel i reszta przedszkolaków mogła korzystać z oferty wszystkich bibliotek rzeszowskich. Syn posiada własną kartę członkowską!

Nelon wziął udział w eliminacjach organizowanych przez PZPN bądź pod jego patronatem i okazało się, że nie na darmo kopie piłkę non stop i generuje mi tym kurz w mieszkaniu. Pomyślnie przeszedł wszystkie testy i został w nagrodę przydzielony do grupy, która będzie trenowała owo kopanie dwa razy w tygodniu za darmo. Nadmienię, iż w zeszłym roku jego treningi w szkółce piłkarskiej kosztowały więcej niż miesiąc języka angielskiego. Tatuś oczywiście dumny.

Pożegnanie po wieloletniej chorobie jednego z najbardziej szarmanckich i kulturalnych mężczyzn jakiego miałam okazję poznać- taty mojej wieloletniej przyjaciółki.

Spotkanie z koleżankami filolożkami i uświadomienie sobie, że o ile kojarzę nazwiska naszych wspólnych znajomych wspominanych podczas wieczoru o tyle nie potrafię sobie przypomnieć ich twarzy. To straszne.

Odwiedziny Jagu i Pa(weła). Groszki wniebowzięte, pies w siódmym niebie.

Wieczorki integracyjne z koleżankami romanistkami i naszymi rodzinami. Wymądrzałyśmy się z Ećka jako stare wyjadaczki na temat macierzyństwa, a Inka będąca obecnie w stanie błogosławionym coraz szerzej otwierała usta.

Systematyczne spotkania z Tęczynką i jej zakończony, opity remont.

Poszukiwanie większego mieszkania. Bezowocne. Przeprowadzka dalej niż na Zalesie przerasta moje możliwości.

Wyprzedaż niepotrzebnych rzeczy na OLX i innych lokalnych portalach. Ewentualna przeprowadzka z całym ogromem rzeczy, które mamy w piwnicach i schowkach byłaby co najmniej niedorzeczna.

Poszukiwania szeregówki. Jak szaleć to szaleć!

Ufff...

 

 

 

23:05, moiquisourit
Link Komentarze (1) »
środa, 17 września 2014

Poznałam bardzo pozytywną dziewczynę, która ostatnio urozmaica mi codzienność. Wspominałam już, że mam koleżanki lub przyjaciółki od konkretnych zadań- Asia jest tą do i od shoppingu. Z nikim tak dobrze nie buszuje mi się po galeriach i spędza pół dnia w Ikei. Lubię ją za jej bezpretensjonalność, szczerość, wieczny optymizm oraz to, że udało jej się przekonać mnie, że niekoniecznie muszę mieszkać w centrum miasta.

Latamy razem po sklepach budowlanych i wykończeniowych, przeglądamy setki zdjęć z aranżacjami, a wieczorem idziemy razem na fit. Mamy obie dwójkę dzieci prawie w jednym wieku oraz sąsiadujące ze sobą działki. Organizujemy czas latoroślom, a przy okazji same miło spędzamy czas. Jakby tak wymieniać to sporo rzeczy nas łączy.

Udało nam się nawet rozruszać naszych mocno zgredziałych mężów żeby ruszyli się z kanapy i dotrzymywali nam kroku przynajmniej w weekendy. Niebawem kilka zdjęć z naszych wojaży tu i tam.

Dobrze mieć przyjazną duszę niemalże na wyciągnięcie ręki.

Tagi: koleżanka
01:08, moiquisourit
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 sierpnia 2014

Końcem lipca przeżyliśmy wszyscy chwile grozy. Idalka spadła z kanapy i rozcięła sobie czółko o kant ławy. Rana była na tyle duża i głęboka, że konieczne było założenie szwu śródskórnego w pełnej narkozie. Umierałam na samą myśl, do dzisiaj przechodzą mi po ciele ciarki gdy sobie o tym przypomnę. Zabieg był krótki, ale nasz strach o nią ogromny. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dzisiaj na czółku została kreseczka, która po dłuższym czasie ma zjaśnieć i zrobić się mało widoczna.

Chyba jeszcze nigdy nie bałam się tak bardzo, nigdy też nie miałam większych wyrzutów sumienia, które zostaną ze mną już do końca.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Spędziliśmy 10 dni nad naszym polskim morzem i ku mojemu zaskoczeniu było upalnie, miło i aż nie chciało się wracać. Wakacje nad Bałtykiem były marzeniem Kornela. Na kilka tygodni przed lipcem zaczął o tym mówić, rysować i nakręcać całą sytuację. Zważając na naszą Lalunę, która w samochodzie o ile nie jest to niezbyt długa trasa zachowuje się jak dziki zwierz nie spodziewaliśmy się, że przeżyjemy tę podróż i dotrzemy do domu w dobrym zdrowiu psychicznym. A jednak! Sama droga jakieś 12 h w jedną stronę czyli słabo, ale daliśmy radę i nawet miło to wspominamy. Dobry skład wynagrodził wszelkie niedogodności.

A było tak:

piątek, 01 sierpnia 2014

Albo nie mam czasu albo nie chce mi się włączać laptopa by cokolwiek napisać. Ot i dlatego tutaj pustka i cisza. A u nas ciągle się coś dzieje raz dobrze, raz źle jak to u nas. Kilka tematów można by opisać, wzbogacić zdjęciami i na pewno nie omieszkam, ale w swoim czasie, wszystko powoli.

Byliśmy nad morzem, byliśmy też z Idalią w szpitalu. Odświeżyłam ważne dla mnie znajomości. Chodziłam do kina i bywałam w tysiącu innych miejscach. Odwiedziło mnie kilka ważnych dla mnie osób, a z kilkoma postanowiłam spotykać się albo chociaż kontaktować o wiele częściej. Przeczytałam ostatnio sporo książek, a bardzo wiele nowych zasiliło moje i syna półki.

Rozmyślam i układam w głowie setki rzeczy, a przy mnie zostają tylko Ci, którzy za tym nadążają. Życie i słodkie opowieści pod publikę mnie nie interesują. Nie zawsze wszystko ma i musi mieć mieć tylko kolorowe barwy, a moje życie nie musi się podobać i budzić zazdrości u innych. Tadaaam!

Tagi: ja my myśli
13:20, moiquisourit
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 30 czerwca 2014

Siedzę prawie, że "zrobiona" już, bo poranne wstawanie jakkolwiek nie należy do moich ulubionych zajęć jednocześnie sprawia, że lepiej funkcjonuję i zarządzam czasem w ciągu dnia. Przymierzam się jeszcze do wyjścia na siłownię, ale to już raczej wieczorem, bo poranki wolę spędzać jednak w domu. Okazało się, że faktycznie można spać krócej, kłaść się o zwyczajowej porze i zrywać skoro świt. Zrywać, bo jeżeli po sygnale budzika bądź samodzielnym wybudzeniu się nie wstanę od razu to cały misterny plan idzie się paść na zieloną trawkę.

W sobotę spotkałyśmy się po raz pierwszy od kilku długich miesięcy z Asią i naszymi dziećmi, w tym jej półroczną Polą. Nasze dziewczyny zapewniły nam masę atrakcji, bo jedna nie chciała leżeć w wózku (Pola), a druga w osobie Idalii uciekała gdzie pieprz rośnie. Po 2h padły obie i mogłyśmy wreszcie usiąść pod drzewem i pogadać. W tle bawił się Kornel, który po chwili wrócił w połowie oblany wodą. Nic mnie już nie zdziwi, skwar tego dnia był niesamowity więc ubranie szybko wyschło. Po całej akcji ze Żwirowni zgarnął nas Tomek i resztę dnia spędziliśmy na działce.

Zaczyna się kolejny szalony tydzień z masą rzeczy do zrobienia i odhaczenia w notatniku. Poza codzienną pracą muszę zajrzeć do szpitala, bo moja prawie siostra leżakuje tam od piątkowej nocy. Łza mi się też zakręciła w oku, bo moi chłopcy dzisiaj rano wyjechali na Mazury na dwa lub trzy dni, a ja lubię mieć wszystkich obok siebie choć do matek kwok nie należę.

- Pa mamusiu, bo ja już jadę (a mnie oczywiście coś ugrzęzło w gardle...)

Kornel postanowił, że skoro ma wakacje to jedzie z tatą, który ma kilka służbowych spraw do załatwienia pod Warszawą i na Mazurach. Wyjechali tuż po 5, a ja czekam aż dojedzie do nas babcia i śledzę tvn24.

Idulinka śpi sobie smacznie, Lilka leży pod łóżeczkiem choć najchętniej wpakowałaby się do środka, bo to pies, który nie lubi spać sam, a skoro pozostałe łóżka puste to musi sobie jakoś radzić. W nocy przytupali do nas do sypialni oboje: syn i sunia. Kornel gdy dzieje się coś niecodziennego tj. dzisiejszy ich wyjazd przebudza się i maszeruje do nas do łóżka. Szczerze uwielbiam i napawam się tymi chwilami gdy mój duży już chłopczyk wtula się w mamę jak dawniej. I to jego tłumaczenie wczoraj żebym się nie martwiła, że: "to tylko dwa dni mamusiu i już będę w domu, nie smuć się, ja już jestem duży".

Lala z kolei chodziła w sobotę i pojękiwała co chwilę aż się dziwiliśmy o co może chodzić, a po południu przy wspólnych wygłupach dojrzałam w tyle wybite naraz dolne piątki. Wieczorem dojrzałam na czole wielką śliwkę- podczas jednej z ucieczek na spacerze potknęła się i przewróciła, ale dałabym sobie rękę uciąć, że upadła tylko na kolanko tymczasem ucierpiało też czółko. A zauważyliśmy to dopiero przed kąpielą podczas czesania. Grzywka skutecznie zasłoniła efekt przewrotki. Jesteśmy na etapie łapania Idu i biegania za nią ciągle i wszędzie. Ucieka ze swoim łobuzerskim uśmiechem tym szybciej im wyższe buty założę haha. Jeszcze rok, jeszcze rok- powtarzam to sobie jak mantrę w najgorszych momentach. Taki ponad "dwuipółlatek" to już zupełnie inna jakość życia choć zaczną się inne "kwiatki".

Piszę na raty, czytam na raty stąd ten chaos myślowy, ale u siebie mogę. Pora do pracy!

 

niedziela, 22 czerwca 2014

Syn mój to najlepszy facet jakiego znam! Dzisiaj np. sprzątał w salonie, wymiatał każdy pyłek ze wszystkich zakamarków, wycierał kurze, ustawiał porozrzucane przez siostrę książki. Gdy już wszystkie śmieci były pięknie zamiecione na równiutką kupkę przyszła Idalia i jednym ruchem nóżki zepsuła całą pracę. Nelo ani drgnął. Odprowadził siostrę do zabawek i zaczął od nowa.

Potem przyszedł i zrobił mamie masaż, pochwalił obiad. Zapytał kiedy nauczę go nastawiać pranie i dlaczego nie może jeszcze prasować. Wczoraj w sklepie pomógł mi wybrać torebkę i utwierdził w przekonaniu, że wizyta w KFC jest absolutnie niezbędna.

Uwielbiam nasze rozmowy w samochodzie i ten jego wyraz twarzy gdy dowiaduje się, że mam dla niego niespodziankę. Ubóstwiam jego męskie podejście do problemów i ciągłe odliczanie do czegokolwiek (do weekendu, do wakacji, do urodzin, do świąt).

Cieniem położył się fakt, iż podczas dzisiejszego zasypiania zapytał mnie czy może jutro zaprosić do domu koleżanki o_0 No ale co, że to już? Nie zdążyłam się nim jeszcze nacieszyć, a on mi tu z innymi kobietami wyjeżdża. Jako wredna matka przerażona wizją kilku rozchichotanych i wszędobylskich dziewczynek zaproponowałam by spotykał się z nimi raczej na placu zabaw. Przeszło, ufff.

Tagi: syn
23:56, moiquisourit
Link Komentarze (2) »

W ciągu ostatnich kilku miesięcy bardzo zaniedbałam siebie i tylko swoją przestrzeń. Koncentrowałam się głównie na pracy i dzieciach daleko w tyle pozostawiając moje ulubione przyzwyczajenia czy zajęcia.

A teraz wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, bar funkcjonuje, dzieci mają świetne samopoczucie powoli więc wracam do siebie. Zaczęłam od kosmetyczki, umówiłam się na serię zabiegów potem umówiłam terminy kontrolnych wizyt lekarskich, zabrałam się za książki, które już dawno chciałam przeczytać aż w końcu porywam się na trening krótszego spania. Gdybym tylko miała dwie, no może trzy godziny więcej mogłabym z samego rana pójść na basen albo na jogging. Mogłabym zabrać psa na dłuższy spacer i wreszcie wystawić wszystkie niepotrzebne mi już rzeczy na sprzedaż. Jeśli potrafiłabym skutecznie zwiększyć swoją wydajność to bawiłabym się z Nelonem piłką jeszcze dłużej  niż zwykle, a córka do woli mogłaby się bujać na mojej stopie i nie męczyłoby mnie to nic a nic.

Plan jest ambitny i nieco oderwany od rzeczywistości, ale kto nie próbuje ten nie wie na co jeszcze go stać.

 

 

Tagi: ja plany
23:35, moiquisourit
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 czerwca 2014

Wczoraj kolejny telefon poszedł się paść- wypadł Idalce i roztrzaskał się ekran oczywiście. Znowu będę musiała się postarać o jakąś przejściówkę, a dopiero w sierpniu dostanę ten właściwy przy podpisaniu umowy. Mam nauczkę, trzeba wyciągnąć wnioski.

W środę zasadziłam do skrzynek moje ulubione czerwone pelargonie. Część zostawiłam na domowym balkonie, a resztę wywiozłam na działkę. Posadziłam też białe i różowe dalie i drobniutkie fioletowe kwiatki przypominające stokrotki. Niespecjalnie mam rękę do kwiatów, ale się staram. Pelargonie to najwdzięczniejsze kwiaty jakie znam- w zeszłym roku kwitły u mnie pięknie od czerwca aż do listopada! Do domu natomiast dokupię kolejne storczyki, tym razem białe.

Mam dzisiaj wolne, dziewczyny w barze pracują same. Jeśli zaistnieje potrzeba pomoże Tomek, także ja lenię się dzisiaj z Groszkami w domu. Zaczęłam poranek tak jak robiłam to gdy Idunia była malutka, a ja nie pracowałam- DD tvn, internet, Inka i śniadanie. Pogoda zapowiada się nieszczególna jak to w oktawie Bożego Ciała. Niby nie pada, ale ciemne chmury wiszą. Pogoda w sam raz na czytanie pod kocem.

Tup tup tup, 9.12 wstała Lala, jeszcze pewnie jakaś godzinkę poczekamy na Nelona, ten to dopiero lubi pospać.

09:19, moiquisourit
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 czerwca 2014

W maju, tuż po tym jak na działkach uruchomili wodociągi Tomek nieopatrznie zapomniał zakręcić jednego z zaworów i oczywiście zalało nam cały parter. Akurat wtedy musiała pęknąć rurka, także cała nowa podłoga do wymiany, ściany do malowania, meble aneksowe do wymiany. Ogólnie obraz nędzy i rozpaczy. Nie powiedziałam nic choć byłam i zła i przykro mi było, że tyle pracy na nic i kupa pieniędzy poszła w błoto. Nie jeździliśmy tam za często, bo nie chciałam na to patrzeć, za to Tomek był tam codziennie co mnie wciąż irytowało, bo zamiast pójść z nami na spacer on siedział na działce. Tak myślałam do piątku wtedy to powiedział, że chce mi coś pokazać. Pojechaliśmy na działkę, a tam nowa podłoga, nowy telewizor wraz z dekoderem, nagłośnienie i najprawdziwszy porządek! Mężulo podszedł do tego ambicjonalnie i naprawił co zepsuł wcześniej. Do wymiany zostały meble aneksowe i zakup lodówki podblatowej. Mamy wszystko, możemy tam zamieszkać latem i wygodnie odpoczywać. Jak w końcu zabiorę z sobą aparat to zamieszczę zdjęcia.

A wieczorem padłam. Robiłam tego dnia przegląd letnich ciuszków Idalii, był tam też strój kąpielowy, który córka nosiła ze sobą i najwidoczniej musiała zawlec do sypialni. Wieczorem Tomek wykąpał dzieci i poszedł usypiać córkę. Zaglądam potem do niej żeby ją przykryć i co widzę? Idalia zamiast piżam ma na sobie strój kąpielowy i śpi w najlepsze. No co, leżał strój to tatuś ubrał dziewczynkę, pomyślał, że takie piżamki dla niej przygotowałam. W końcu jak to skwitował mój genialny mąż: "co za różnica? śpi? śpi :D" Hahaha.

23:39, moiquisourit
Link Komentarze (2) »

Mam wciąż bałagan, stertę prania ew. prasowania i składania plus jęcząco-ząbkującą córkę. Ratunku! Normalnie nie ogarniam, posprzątam jeden pokój, a w następnym już jest masakra. I tu zwracam honor mojej przyjaciółce, która mając trójkę dzieci ma wieczny bałagan i sprząta nocą- nie rozumiałam jak można sobie nie posprzątać. Można.

Idalia, mała bestyjka jakby jej wejść w drogę albo jaśniej stanąć na drodze gdy sobie tego nie życzy to szczypie, ew. gryzie i drze się wniebogłosy. Wiecznie kursuje, prawie nie siada,nawet obiad zjada podchodząc do łyżki i odchodząc. Ząbkuje, jęczy, piszczy aż bębenki w uszach pękają. Jest też jasna strona mocy. Lala przeżywa ogromną fascynację buziakami. Cmoka co 5 sekund w powietrze, cmoka nas, cmoka psa, pełen odjazd. Uwielbiam patrzeć gdy śpi, mam ją ochotę wtedy zacałować. Nie można jej krytykować-tatuś czuwa, dla niego jest najlepsza. Tatusiowa córunia.

Kornel jest do bólu dorosły! Mądrze gada, dyskutuje, negocjuje, wydaje własne osądy i opinie. Można na nim polegać, jeśli obieca to dotrzymuje słowa. W stosunku do siostry jest opiekuńczy choć zabawa z nią nie jest szczytem jego marzeń i nader rzadko ma na to ochotę.Fajny z niego facet, uwielbiam z nim wychodzić choćby na zakupy. Jednak coś w tym jest, że relacja matka-syn jest szczególna.

Ale wracając do tematu. Nie ogarniam więc odpuściłam. Wolę posiedzieć z dziećmi na podłodze niż po raz enty ścierać kurze. Wolę poczytać lub pograć aniżeli latać z mopem. Generalnie wciąż marzę o wydłużonej dobie, wcześniejsze wstawanie wciąż mi nie wychodzi niestety.

 

 

 

23:09, moiquisourit
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 czerwca 2014

Umarł mój kochany LG. Najpierw spadał bądź był rzucany tysiące razy przez Idalię aż w końcu w tygodniu "czarnej serii" spadł na bruk i ekran popękał na wszystkie strony. Nic to, działał jeszcze kilka dni aż córka rzuciła nim po raz kolejny i tym razem jedna trzecia zabarwiła się na czarno. Jednak LG był/jest dzielny i walczy do końca za to karta sim postanowiła się zepsuć i tym samym kolejny kłopot. Salon Playa mam po sąsiedzku aczkolwiek zero ochoty na rozstanie się z moim wysłużonym telefonikiem, chlip. A tak całkiem poważnie szukam czegoś fajnego, a póki co zadowalam się sony xperia.

 

Tagi: telefon
23:35, moiquisourit
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014

26 maja minęło 7 lat naszego małżeństwa. Od tamtego czasu sporo się w naszym życiu wydarzyło dobrych rzeczy. Nasze największe osiągnięcie: nasz dom, nasze dzieci i nasza wspólna przestrzeń tutaj. Znamy siebie na wylot, zwykle się rozumiemy, zdarza nam się czytać w swoich myślach. Lubimy się i nie musimy nikomu udowadniać, że jest cudownie i cukierkowo. Nasze życie jest nasze i niech tak zostanie.

Tego dnia dostałam od dzieci koszyki z fiołkami, a dwa dni później byłam na Dniu Mamy w przedszkolu. Nasz Kornel, zwierzę sceniczne, zupełnie bez tremy i krępacji pewnie wypowiadał kolejne zdania swojego długiego tekstu. Siedziałam w pierwszym rzędzie dumna jak paw, a tuż po całej uroczystości panie przedszkolanki zapytały czy zgodzę się by Kornel uczestniczył w kółku aktorsko-recytatorskim, bo ma talent i uczy się migiem. A pewnie, że się zgodzę! Dzieci przedstawiały opowieść o Jasiu i Małgosi, Nelon był narratorem, miał najdłuższe kwestie ze wszystkich. Dzieciaki stanęły na wysokości zadania, recytowały, śpiewały. Panie wykonały kawał świetnej roboty. A dla mnie co roku Dzień Matki przerywa zupełnie nowy wymiar.

Nasze Groszki miały wczoraj swoje święto zabraliśmy ich więc do największej sali zabaw w okolicy, a że mieści się ona tuż przy naszym bloku toteż poszliśmy spacerkiem. Nelo zniknął na ściankach, Lala zajęła się klamotami w części zabawkowej. Międzyczasie syn wziął udział w konkursie plastycznym i zdobył pierwsze miejsce otrzymując darmową wejściówkę do wszystkich atrakcji w obiekcie. Iduńka poległa wcześniej i po dwóch godzinach poszłyśmy do domu, a chłopcy wrócili dużo później. Na działce czeka na Kornela wielka trampolina, niestety pogoda nie pozwala na wyjazd na trawkę. Jest chłodno, przelotnie pada deszcz. Czekamy na zapowiadane upały, będziemy korzystać ile tylko się da.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze